Wszyscy jadą do miast wojewódzkich
Czyli dokąd w 2024 przeprowadzali się Polacy
W ubiegłym roku gminę1 zameldowania zmieniło 455.899 osób. Niezmiennie od lat, większość tych przeprowadzek — 71,4% — to przeprowadzki lokalne, do 50 km (w tym aż 57,5% do 25 km). To głównie osoby, które weszły w związek małżeński i sprowadziły się do małżonka lub małżonki, albo rodziny, które wybudowały dom za miastem i się do niego wprowadziły.
Ciekawiej jest jeśli spojrzymy na inne przeprowadzki. Zacznijmy od mapy przeprowadzek o 100 km i dalej od poprzedniej gminy zamieszkania. Im ciemniejszy kolor, tym więcej wyprowadzających się z danej gminy przeprowadziło się daleko poza swój region rodzinny.
Widzimy tu fascynujące różnice regionalne:
Mieszkańcy Polski zachodniej, z paroma wyjątkami jak Sudety, województwo lubuskie i Pomorze Środkowe, rzadko wyprowadzają się daleko od domu. W oczy rzuca się szczególnie Wielkopolska i Kaszuby, gdzie trudno znaleźć gminę, w której więcej niż 10% wyprowadzających się wyjeżdża poza region.
Odwrotnie jest w Polsce wschodniej. W ogromnej liczbie gmin aż co czwarty wyprowadzający się wyjechał poza rodzinny region. Wyjątkiem jest obszar między 50-100 km od Warszawy, województwo małopolskie oraz — nieco bardziej w kratkę — gminy w województwie podlaskim
Ciekawie jest w dużych miastach. Ich mieszkańcy znajdują się niejako pośrodku — są bardziej skłonni do wyjazdu do kompletnie nowego regionu niż mieszkańcy Polski zachodniej, ale dużo mniej niż Polski wschodniej
Według mnie potencjalna interpretacja tych wyników nasuwa się sama. Polska zachodnia jest bardziej rozwinięta i zurbanizowana — nawet w mniejszych miastach mieszkańcy mogą znaleźć pracę w różnorakich fabrykach, zakładach usługowych, urzędach czy publicznych zakładach jak szpitale czy szkoły, a także po pracy są jakieś przynajmniej podstawowe rozrywki. Nawet jeśli takich możliwości nie ma w danej gminie, gęsta sieć małych i średnich miast umożliwia codzienne dojazdy do pracy. Te możliwości zatrzymują na miejscu więcej ludzi niż w Polsce wschodniej, gdzie przeważają obszary stricte wiejskie, miast jest niewiele, a te, które są, są często bardzo małe — niewiele większe od wsi.
Taka interpretacja nasuwa jednak pytanie — to dlaczego w dużych miastach na zachodzie odsetek wyprowadzających się jest wyższy? Dlaczego, proporcjonalnie, poza Wielkopolskę wyprowadza się więcej mieszkańców Poznania niż Leszna?
Według mnie odpowiedzi są dwie. Po pierwsze, skoro do tych miast napływają osoby z prowincji, to część z nich zawsze na tę prowincję wróci — czy to w celu zawarcia związku małżeńskiego, czy z powodu zmęczenia dużym miastem, czy też zwyczajnie na emeryturę. Drugą wskazówkę nasuwa inna mapa — widzimy tutaj miasto wojewódzkie, do którego wyjechało najwięcej osób z danej gminy (zaznaczone kolorem), a także liczbę wyjeżdżających do tego miasta (zaznaczona wielkością kropki).
Jeśli spojrzymy na miasta wojewódzkie, to dla prawie wszystkich kierunek jest jeden — Warszawa. Wyjątki to Opole i Zielona Góra, wyprowadzające się do Wrocławia, Gorzów Wielkopolski ciążący silniej ku Poznaniowi oraz Bydgoszcz kierująca się do Trójmiasta. A także oczywiście sama Warszawa, która też wyprowadza się do Trójmiasta. Spoglądając poziom niżej — na na przykład dawne miasta wojewódzkie czy inne średniej wielkości miasta — zobaczymy, że głównym kierunkiem wyjazdu jednak zazwyczaj jest ich obecne miasto wojewódzkie lub inne miasto ponadregionalne (jak Gdańsk czy Wrocław), a nie Warszawa.
Wydaje się, że pokazuje to pewną migrację łańcuchową: najpierw z mniejszego miasta do ośrodka wojewódzkiego na studia czy do pierwszej pracy, a potem z tego ośrodka do Warszawy (lub ewentualnie do silniejszego ośrodka ponadregionalnego) za awansem w pracy lub lepszą pracą, a na końcu jeszcze czasem znajdziemy wspomniany powrót w rodzinne strony albo w przysłowiowe Bieszczady na późniejszym etapie życia.
Taką hipotezę wydałyby się potwierdzać dane. Spójrzmy na dane o przeprowadzkach między podregionami. W tym przekroju liczba przeprowadzek ogółem jest nieco niższa — 430.262 — prawdopodobnie z powodu “wycięcia” przeprowadzek między dzielnicami dużych miast. Jeśli podzielimy podregiony na cztery kategorie: aglomerację warszawską, pozostałe aglomeracje tzw. wielkiej piątki, pozostałe aglomeracje wojewódzkie oraz pozostałe obszary kraju, otrzymamy następujący wykres:
Widać na nim od razu wyraźnie, że prowincja jest “dawcą” ludzi dla dużych miast. Ponad połowa zmieniających miejsce zamieszkania w 2024 pochodziła z prowincji, ale tylko 1/3 tam została — pozostali zasilili duże miasta. Ale jeśli się przyjrzymy wykresowi, zobaczymy, że “dawcą” są też aglomeracje miast wojewódzkich poza wielką piątką — na dużo mniejszą skalę, ale 13% wyprowadzających się z tych regionów skończyło w wielkiej piątce, co wystarczyło, żeby ogólne saldo migracji dla tej grupy było ujemne. W liczbach bezwzględnych wygląda to następująco:
Możemy też zobaczyć, jak wyglądają mapy napływu mieszkańców dla wszystkich miast wojewódzkich z osobna.
Warszawa
Stolica do pewnego stopnia zasysa ludzi zewsząd, ale przede wszystkim z obszaru województwa mazowieckiego, okolic Białej Podlaskiej, Zamościa oraz Suwałk. Widać też spory napływ z miast wojewódzkich oraz niektórych innych miast jak Częstochowa, Skierniewice czy Kutno. Siła oddziaływania Warszawy słabnie jednak znacznie im dalej na zachód — na sporych połaciach Wielkopolski, Pomorza Zachodniego czy Dolnego Śląska nie ma żadnych gmin, z których ktoś przeprowadziłby się do Warszawy. W 2024 do Warszawy przyprowadziło się 21,7 tys. osób, o nieco ponad tysiąc więcej niż rok wcześniej.
Katowice i GZM
Górnośląsko-zagłębiowska metropolia od lat pod wieloma względami przędzie znacznie gorzej niż sugerowałby jej potencjał. Nie inaczej jest z przyciąganiem nowych mieszkańców w 2024 roku, choć na plus należy zauważyć poprawę w stosunku do roku poprzedniego. Do Katowic przyprowadziło się 3,4 tys. osób (lub 2,3 tys. jeśli odliczyć przeprowadzających się z innych miast metropolii), zaś do całej metropolii — 8,2 tys., o nieco ponad 500 więcej niż rok wcześniej.2 Obszar oddziaływania Katowic i GZM ogranicza się praktycznie do obszaru województwa śląskiego z małymi przyczółkami na południu łódzkiego i południowym-zachodzie świętokrzyskiego.
Kraków
Kraków to taka mała Warszawa na południu kraju — jego obszar oddziaływania przekracza granice województw. Miasto ma też szczęście — ten obszar pokrywa się z jednym z ciągle młodych demograficznie regionów Polski. Dzięki temu w Krakowie notowany jest ciągły wzrost nowych zameldowań, szczególnie z obszarów wiejskich. W 2024 krakowianami zostało 10,8 tys. osób, o nieco ponad 250 więcej niż rok wcześniej. Nowi krakowianie pochodzą przede wszystkim z małopolskiego, ale też z podkarpackiego i świętokrzyskiego oraz z Podbeskidzia.
Gdańsk i Trójmiasto
Gdańsk i bardziej ogólnie Trójmiasto to taki Kraków północnej Polski. Obszar jego oddziaływania obejmuje całe pomorskie (w tym młode i silnie demograficznie Kaszuby), warmińsko-mazurskie, a nawet bliższe powiaty mazowieckiego, kujawsko-pomorskiego i podlaskiego. Do Gdańska przeprowadza się także sporo warszawiaków. W 2024 gdańszczanami zostało 6,6 tys. osób (6,1 tys. bez przeprowadzek z Gdyni i Sopotu), o niecałe pół tysiąca więcej niż rok wcześniej, zaś do całego Trójmiasta napłynęło 8,8 tys. osób.
Wrocław
Stolica Śląska to kolejne miasto, które ściąga mieszkańców nawet spoza swojego regionu. W przypadku Wrocławia poza dolnośląskim, nowi mieszkańcy pochodzą też z zachodniej części opolskiego, południowej Wielkopolski (okolic Kępna czy Kalisza) i południowo-zachodniej części łódzkiego. Problemem Wrocławia jest jednak to, że jego obszar oddziaływania to obszar katastrofy demograficznej, gdzie zwyczajnie zaczyna brakować młodych ludzi — przez to w 2024 roku do miasta przeprowadziło się nieco mniej osób niż rok wcześniej (8,4 tys. wobec 8,7 tys.).
Poznań
Poznań to najsłabsze miasto “wielkiej piątki” pod niektórymi względami i nie inaczej jest tutaj. Wprawdzie miasto ściąga mieszkańców spoza swojego województwa, ale najmniej w porównaniu do innych. Poznań jest też podgryzany przez Wrocław w południowej części wielkopolskiego — do tego stopnia, że z niektórych gmin w okolicach Kępna nie wprowadził się do Poznania nikt. W 2024 nowymi poznaniakami zostało 5,5 tys. osób, minimalnie mniej niż rok wcześniej.
Łódź
Ostatnie lata w Łodzi upłynęły pod znakiem budzącej respekt rewitalizacji miasta. Takie podejście wydaje się przynosić owoce — w 2024 do Łodzi przyprowadziło się równo 4 tys. osób, o blisko pół tysiąca więcej niż rok wcześniej. Łódź ściąga mieszkańców głównie ze swojego województwa, choć jest podgryzana przez Wrocław i Katowice/GZM na jego południu oraz Warszawę na północnym-wschodzie.
Szczecin
Szczecin oddziaływuje głównie na swoje własne województwo, ale też na graniczne powiaty w lubuskim i wielkopolskim. W 2024 do Szczecina przyprowadziło się 3,2 tys. osób, o 165 więcej niż rok wcześniej.
Lublin
Także w Lublinie zanotowano wzrost liczby przyprowadzających się, niecałe 300 osób w stosunku do roku wcześniej, co dało niecałe 3,7 tys. nowych lublinian. Lublin ściąga ludzi głównie z własnego województwa, choć podobnie jak Łódź, jest mocno podcinany przez Warszawę — tym razem na północnym zachodzie.
Bydgoszcz
Bydgoszcz to kolejne miasto ze wzrostem migracji, procentowo nawet silniejszym od Lublina — 2,5 tys. osób w 2024, o 216 więcej niż rok wcześniej. Bydgoszcz przyciąga migrantów lokalnie, z zachodniej części kujawsko-pomorskiego.
Białystok
Nowych białostoczan było w 2024 2,7 tys., wzrost o 124 osoby rok do roku. Białystok silnie zasysa swój region - w wielu gminach podlaskiego w rok na rzecz tylko Białegostoku ubyło nawet 5 mieszkańców na każdy 1000. Oprócz podlaskiego, do Białegostoku przyjeżdżają jeszcze — choć słabiej — mieszkańcy wschodniej części warmińsko-mazurskiego.
Rzeszów
Rzeszów od lat przędzie lepiej niż inne miasta podobnej wielkości. Po części to dzięki temu, że miasto leży w ludnym i słabo zurbanizowanym regionie, przez co cieszyło się stałym napływem nowych, młodych mieszkańców. W 2024 do Rzeszowa przeprowadziło się 2,7 tys. osób, minimalnie więcej niż rok wcześniej. Pochodzą głównie ze wschodniej części podkarpackiego i południowej lubelskiego. Od zachodu obszar oddziaływania Rzeszowa podcina Kraków.
Toruń
Toruń to kolejne mniejsze miasto, które przyciąga silniej niż porównywalne miasta. W 2024 roku do Torunia wprowadziło się 2,2 tys. osób i był to wzrost o blisko jedną piątą w porównaniu z rokiem poprzednim. Toruń ściąga nowych mieszkańców głównie ze wschodniej części swojego województwa.
Kielce
Kielce nie mają szczęścia — miasto jest podcinane przez inne, silniejsze ośrodki z każdej strony (Katowice od wschodu, Kraków od południa, a od wschodu równocześnie Rzeszów, Warszawa i Lublin), dodatkowo jego region jest mocno wyludniający się. Mimo to miasto zdołało ściągnąć w ubiegłym roku nieco więcej nowych migrantów niż rok wcześniej — 1,6 tys. wobec 1,4 tys.
Olsztyn
Olsztyn w 2024 ściągnął 1,8 tys. osób (+135 r/r) z innych gmin, głównie z terenu województwa warmińsko-mazurskiego, choć miasto ma siłę oddziaływania także na północną część mazowieckiego. W swoim województwie mierzy się jednak z konkurencją ze strony Trójmiasta i Białegostoku.
Zielona Góra
Zielona Góra to kolejne miasto, którego obszar oddziaływania ogranicza się do jej województwa — i to nie całego. W 2024 do Zielonej Góry przyprowadziło się 1,6 tys. osób, co było wzrostem o 180 w stosunku do roku wcześniej.
Opole
Opole ma podobny problem jak Kielce — jego tradycyjny obszar oddziaływania kurczy się demograficznie, a na dodatek miasto jest podcinane z jednej strony przez Wrocław, a z drugiej przez aglomerację śląską. W 2024 do Opola wprowadziło się 1,2 tys. osób, praktycznie bez zmian w porównaniu z rokiem wcześniej.
Gorzów Wielkopolski
Wreszcie, najmniejsze obecnie miasto wojewódzkie — Gorzów Wielkopolski — charakteryzuje się najniższym napływem nowych mieszkańców. W 2024 do Gorzowa wprowadziły się 884 osoby, co było wynikiem niemal identycznym do roku wcześniejszego. Obszar oddziaływania Gorzowa ogranicza się do kilku okolicznych powiatów.
W tę statystykę GUS wlicza także przeprowadzki z części miejskiej do wiejskiej gmin miejsko-wiejskich i na odwrót (czyli np. z miasta Bolesławiec do części wiejskiej gminy Bolesławiec) oraz przeprowadzki w ramach dzielnic miast: Warszawy, Poznania, Wrocławia i Łodzi
W przypadku przeprowadzek do GZM odliczyłem przeprowadzki między gminami GZM (czyli np. z Chorzowa do Bytomia), żeby skupić się tylko na przeprowadzkach spoza tego organizmu.

























