Po ogłoszeniu wyników drugiej tury wyborów prezydenckich komentariat1 na X, szczególnie ten lewicowy, wydał wyrok — Trzaskowski przegrał przez “libkizm”, czyli: zwijanie się państwa z Polski powiatowej na rzecz dużych miast, liberalne poglądy gospodarcze skupione na obniżaniu podatków lub nie wprowadzaniu nowych (takich jak podatek katastralny za drugie i kolejne mieszkanie) czy niechęć do bezpośrednich socjalnych transferów finansowych takich jak 800+ czy 14. emerytura. I analogicznie — Nawrocki miał wygrać dzięki temu, że Polacy oczekują bardziej lewicowego programu gospodarczego, a jego partia kojarzy się właśnie z transferami socjalnymi i ogólnie pojętym dbaniem o Polskę powiatową i przeciętnego człowieka.
W tym eseju pójdę pod prąd tej narracji — zaprezentuję dane, które przeczą takiemu stawianiu sprawy, zarówno te “twarde” jak dane gospodarcze czy demograficzne, jak i te “miękkie” jak grupy fokusowe czy raporty z monitoringu social media. Podam też własną hipotezę na temat tego, co zmobilizowało wyborców do zagłosowania na Nawrockiego.
Socjal? Doceniam, ale nie oczekuj mojego głosu
Zacznijmy od tezy o tym, że wyborcy oczekiwali w tych wyborach obietnic prosocjalnych i wybrali Nawrockiego, bo PiS z takimi się kojarzy. Partia ta faktycznie bez wątpienia pokazała w latach 2015-23 swoje socjalne oblicze i zbudowała zaufanie w Polakach pod tym kątem. Programy takie jak 500+/800+ czy 13. emerytura były śmiałe i zburzyły status quo. Pozwoliły też PiS-owi na zyskanie nowych wyborców w stosunku do wyborów sprzed 2015 roku, kiedy ten program znalazł się w propozycjach PiS-u.
Pytanie jednak, czy ta prosocjalna twarz PiS-u dalej ma takie oddziaływanie jak kiedyś? Jeśli zgłębimy się w dane, zobaczymy, że chyba jednak nie. Spójrzmy na przykład na korelację wyniku Nawrockiego z powszechnością świadczeń 800+ w danej gminie. W przeliczeniu na 1000 mieszkańców (prawy wykres) nie ma żadnej korelacji. W przeliczeniu na procent dochodów w gminie (zdefiniowanych jako mediana płac w gminie * liczba pracujących), zależność jest tylko na samych krańcach poparcia: duże miasta są od 800+ mało zależne, najmniejsze gminy (z najwyższym poparciem dla Nawrockiego) już tak. Ale to korelacja pozorna — ten rezultat jeszcze lepiej tłumaczą inne zmienne, które omówię w dalszej części tej analizy.
Podobnie sytuacja wygląda jeśli spojrzymy na to, jak waga 800+ w dochodach mieszkańców gminy przekłada się na wzrost lub spadek poparcia dla Nawrockiego w porównaniu do prezydenta Dudy w 2015. Korelacja, jeśli jest, jest bardzo słaba.
Nie inaczej wygląda sytuacja jeśli spojrzymy na inne zmienne, które reprezentują polityki, których — przynajmniej medialne — “dowiezienie” przez PiS miało przyczynić się do wygranej Nawrockiego:
Czy ludzie głosowali na PiS, bo objął więcej potrzebujących pomocą społeczną? Raczej nie, bo liczba beneficjentów opieki społecznej w przeliczeniu na 1000 mieszkańców nie jest skorelowana z wynikiem Nawrockiego
Może więc chodzi o ulubiony temat komentariatu, czyli wykluczenie transportowe? Chyba też nie, bo liczba czynnych przystanków w przeliczeniu na 1000 mieszkańców ma z wynikiem Nawrockiego bardzo słabą korelację, a jej zmiana ma wręcz korelację wynoszącą dokładnie 0.2
Polska się starzeje — może chodzi więc o dostęp do opieki medycznej? I tu pudło — zmiana liczby praktykujących lekarzy jest słabo, ale za to negatywnie skorelowana z wynikiem Nawrockiego (czyli tam, gdzie ubyło lekarzy za rządów PiS, tam poparcie dla PiS wzrosło)
Nie powinno to być zaskoczeniem. Jak pisaliśmy w naszej analizie o tryumfie modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnego, rządy PiS to wbrew powszechnej narracji marginalizacja prowincji i rozwój dużych miast, szczególnie tych z tzw. wielkiej piątki.
Aborcja i geje? Po moim trupie!
Skoro jednak faktyczny poziom usług publicznych nie miał wpływu na wyniki wyborcze, to co miało? Według mnie odpowiedzi są dwie: marketing polityczny i sprawy światopoglądowe. Zacznijmy od tych drugich.
W swoim badaniu o poglądach elektoratów głównych partii, CBOS pokusił się o podział Polaków na cztery główne obozy poglądowe po około 1/4 wyborców każda. Wyborcy PiS w kwestiach gospodarczych nie odbiegają tam znacznie od wyborców KO, natomiast główna oś sporu z wyborcami tej partii idzie na kanwie światopoglądowej — nie dziwi więc, że “prosocjalnych centrystów” jest w PiS o połowę mniej niż w Lewicy i Trzeciej Drodze, a nawet mniej niż w KO, za to “narodowi konserwatyści” to ponad połowa elektoratu PiS (“prosocjalnych konserwatystów” nie ma). Na marginesie — wśród zwolenników PiS jest więcej “aspirujących liberałów” (opowiadających się przede wszystkim za podatkiem liniowym, ale też za większą elastycznością rynku pracy) niż wśród wyborców KO!
Jak pisałem już wcześniej na X, zmienną, która najbardziej koreluje z poparciem dla Nawrockiego na poziomie gmin jest samoidentyfikacja jako rzymski katolik. Druga najsilniejsza korelacja jest ściśle powiązana — to odsetek małżeństw wyznaniowych w 2024 roku, a trzecia to ta sama zmienna, ale za 2020 rok. Także jeśli popatrzymy na zmianę wyników PiS w czasie, zobaczymy, że partia najlepiej radzi sobie w regionach, gdzie spadek religijności był najniższy.
Spójrzmy teraz na średnie sondażowe sprzed wyborów. Zauważymy mocny zjazd Rafała Trzaskowskiego pod koniec marca, korespondujący ze zwyżką Karola Nawrockiego. Co się stało pod koniec marca? Według mnie nie może być przypadkiem, że to właśnie wtedy w mediach pojawiła się sprawa aborcji w szpitalu w Oleśnicy.

Ta sprawa jak w soczewce pokazuje rozdźwięk między Polską komentariatu a Polską realną. W tej pierwszej, choć uznano, że sprawa jest co najmniej niewygodna, szybko wyjaśniono, że to efekt złych działań lekarzy na wcześniejszych etapach, którzy zamiast przeprowadzić aborcję ze względu na wady płodu we wczesnym stadium ciąży, wysłali matkę do psychiatryka, przez co aborcję można było przeprowadzić dopiero w ostatnim momencie przed traumatycznymi (dla dziecka i matki) narodzinami i następującymi po nim bolesnym konaniu niemowlęcia. Ewentualnie sprawę kompletnie pominięto, jako nie mieszczącą się na osi “socjalny PiS — liberalna PO”.
W tej drugiej jednak sprawa stała się symbolem zabijania dzieci i diabelskiej wręcz “cywilizacji śmierci”, jaka zapanowała pod rządami obecnej koalicji. Warto przeczytać komentarze choćby pod tym wideo Polsatu czy tym wideo Kanału Zero na Facebooku. Co więcej, o ile w tej Polsce komentariatu rząd zajmuje się różnymi rzeczami jak rzekoma pomoc deweloperom czy rozliczanie PiSu (albo nie zajmuje się niczym), ale na pewno nie aborcją, to w tej drugiej legalizacja aborcji jest akurat najczęstszą odpowiedzią na pytanie “czym zajmuje się obecny rząd” wg badania CBOS!
A aborcja, mimo wzrostu poparcia dla niej po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w 2020, ciągle jest kontrowersyjnym tematem, w którym większość badanych opowiada się raczej za dostępem tylko w szczególnych przypadkach. Przykładowo, w badaniu CBOS z ubiegłego roku, w przypadku upośledzenia dziecka tylko 39% badanych “zdecydowanie popiera” przerywanie ciąży. Wprawdzie kolejne 29% “raczej popiera”, ale można się spodziewać, że w tym konkretnym przypadku, szczególnie jeśli nie znali szczegółów sprawy, ich poparcie mogło być wystawione na próbę.
Podobnie sprawa wygląda z ograniczeniem liczby lekcji religii w szkołach. Wprawdzie wg wspomnianego badania słyszało o nim ostatnio 4x mniej osób niż o aborcji, ale ci, którzy o tym słyszeli, oceniali te działanie znacznie bardziej negatywnie niż pozytywnie.
Inny gorący temat to oczywiście prawne uznanie związków partnerskich tej samej płci i ogólnie prawa osób LGBT. Polska jest jednym z ostatnich krajów rozwiniętych, które nie mają jakiejkolwiek formy państwowego uznania tych związków, regularnie znajduje się też na samym dole tabeli jeśli chodzi o sytuację osób LGBT w Unii Europejskiej. I o ile rządząca koalicja nie dotrzymała obietnicy wprowadzenia związków partnerskich, to Trzaskowski miał na tym polu jakieś minimalne dokonania, jak pójście w warszawskiej Paradzie Równości czy podpisanie karty praw LGBT, z której wynikało jego poparcie dla sfinansowania hostelu dla bezdomnych osób LGBT w stolicy. Te skromne ukłony w stronę społeczności LGBT wystarczyły, by na prawicy zyskał przydomek “tęczowego Rafałka”, a prawicowe portale i profile na mediach społecznościowych “grzały” temat przez całą kampanię. Nie dziwi więc, że badani przez CBOS o wizerunek Trzaskowskiego wskazywali właśnie poparcie dla osób LGBT jako jeden z największych wyróżników.
Wreszcie nie bez znaczenia były też tematy imigracyjne i klimatyczne. Tu dla odmiany nie ma nawet podziału — większość Polaków, bez względu na popieraną partię, ma jasne poglądy: nie chcą imigrantów, szczególnie tych z Bliskiego Wschodu i Afryki (choć też coraz bardziej nie chcą żadnych imigrantów) i nie chcą unijnych polityk klimatycznych. Oczywiście, Trzaskowski kojarzy się im z oboma — nawet jeśli to rządy PiS zorganizowały masową imigrację do Polski i podpisały Zielony Ład.
Czy inny wynik był możliwy?
Jeśli nakreślimy obraz polskiego społeczeństwa z poprzednich sekcji — czyli społeczeństwa w miarę zgodnego jeśli chodzi o kwestie gospodarcze (z odchyłami w kierunku większego liberalizmu gospodarczego wśród wyborców Konfederacji), ale podzielonego pod kątem światopoglądowym, powstaje pytanie — czy w takich warunkach inny wynik wyborów był możliwy?
Osobiście nie podejmuję się oceny — nie mam odpowiednich danych z badań fokusowych, analizy osób, które na wybory nie poszły, czy dokładnych analiz elektoratów. Ale w ramach ćwiczenia stworzyłem model ekonometryczny, który szacował wynik Karola Nawrockiego (a więc oczywiście także Trzaskowskiego) na podstawie zmiennych społeczno-ekonomicznych. Model ten wyjaśnia wynik wyborów w 84,8%, a przedstawia się następująco:
Poparcie dla Nawrockiego = 52.109
+ 0.424 * odsetek małżeństw wyznaniowych
+ 0.419 * odsetek katolików
+ 0.225 * odsetek pracujących w górnictwie
- 0.003 * liczba mieszkań na 1000 mieszkańców
- 0.066 * odsetek pracujących w przemyśle
- 0.446 * odsetek mieszkańców z wykształceniem wyższym
- 0.481 * odsetek mieszkań z łazienką
Porównanie wyników z modelu z wynikami faktycznymi wyborów daje mapę jak poniżej:
Widzimy, że obszarami, w których Karol Nawrocki zdobył mniej głosów niż by wynikało z modelu (a więc z cech społeczno-ekonomicznych tych terenów) były przede wszystkim Opolszczyzna, zachodnia Wielkopolska, Kujawy i Pomorze. W przypadku tej pierwszej prawdopodobnie zaważyła mniejszość niemiecka, która z oczywistych powodów jest na bakier z PiSem. Trudno powiedzieć, czemu Nawrocki uzyskał gorszy wynik w tych pozostałych obszarach. W Wielkopolsce można by wysnuć tezę, że zaważyły głosy przedsiębiorców (Wielkopolska to region silny małą i średnią przedsiębiorczością), którzy generalnie nie głosują za PiSem. Na Kujawach i Pomorzu sprawa jest ciekawsza.
Z kolei regiony, gdzie Nawrocki zdobył więcej głosów niż by wynikało z modelu to przede wszystkim województwa zachodniopomorskie, dolnośląskie i podkarpackie, a także obszar Puszczy Białowieskiej. W tym ostatnim przypadku rozwiązanie jest proste — to stacjonujący tam żołnierze liczebnie przewyższyli stałych mieszkańców. Na Dolnym Śląsku i Pomorzu Zachodnim, jeśli miałbym strzelać, szukałbym rozwiązania w ukraińskich imigrantach. Nastroje antyukraińskie w Polsce niestety rosną, Nawrocki je podburzał, a te dwa województwa mają ponadprzeciętny udział imigrantów zza wschodniej granicy. Jeśli chodzi o Podkarpacie, poszedłbym znów w kwestie światopoglądowe. W prawie każdej z tych kwestii — aborcji, związkach jednopłciowych, imigrantach — przeciwnicy są o wiele bardziej na nie niż zwolennicy są na tak. Dla przeciętnego wyborcy centrowego kwestia związków partnerskich jest letnia — nie będzie przeciw nim protestował, ale też nie pójdzie na paradę równości. Dla wyborcy prawicowego sprawa wygląda zupełnie inaczej — zablokowanie zalegalizowania związków partnerskich dla gejów i lesbijek czy aborcji to imperatyw, bo ich potencjalna legalizacja to występek przeciwko Bogu, “prawu naturalnemu” czy cywilizacji europejskiej. Głosowanie przeciw jest więc wielkim motywatorem.
Z ciekawości policzyłem też, jaki byłby wynik wyborów według modelu. Okazuje się, że model przewiduje dalej przegraną Trzaskowskiego, ale nieco mniejszym marginesem: Nawrocki straciłby niecałe 50 tys. głosów na rzecz Trzaskowskiego (liczę tylko głosy krajowe — bez zagranicy i statków). Także zwiększenie frekwencji Trzaskowskiemu by tu nie pomogło.
Używam tego słowa tu w jego nie-pejoratywnym znaczeniu. Chodzi mi po prostu o osoby, które są popularne na portalach społecznościowych i wygłaszają tam opinię, a często niekoniecznie są ekspertami czy badaczami w tych dziedzinach. Sam siebie zaliczyłbym do komentariatu.
Oczywiście, ta zmienna nie jest doskonała. Przystanek, z którego odjeżdża jeden autobus dziennie to nadal czynny przystanek. Ale niestety nie ma ogólnokrajowej bazy z rozkładami jazdy dostępnej publicznie.








Super analiza. Tzn. smutna jeśli chodzi o realia, ale merytorycznie bardzo ciekawa:)
Ktoś wyjaśni czemu Polska jest ostatnim tak homofobicznym krajem w Europie? Przez JPII?