Porzuciłbym tą miarę minutową, gdyż daje ona nieproporcjonalnie dużą wagę miastom z parkami małymi - zazwyczaj też mniejszej jakości i o mniejszym znaczeniu kulturalnym. Podstawy geometrii - najprościej ilustrując: pole wokół punktu jest niemal równie duże co o tym samym promieniu wokół małego koła. Zieleniość miasta jest b. względana i zależy zarówno od ilości, dostępu, walorów przyrodniczo kulturalnych terenów zielonych w i pod, jak i stopnia przytłoczenia betonozą.
Jakim cudem mogły wyjść tak fatalne wyniki w ostatniej tabeli dla jednego z najbardziej zielonych miast w Polsce, czyli Bydgoszczy? Jedenastokrotna różnica w "30% pokryciu" między Bydgoszczą a Łodzią? Jedyne racjonalne wytłumaczenie, to błąd w obliczeniach.
Też zawsze miałem dysonans poznawczy w zakresie miejskiej zieleni — “oficjalne dane” ni jak nie korelowaly z tym co widziałem na własne oczy. A już zestawienie z innymi dużymi europejskimi miastami było dla owych najczęściej druzgocące z perspektywy mnie, turysty — stałego mieszkańca Warszawy i przez chwilę Wroclawia.
Bardzo lubię teksty, które zaczynają się od liczb, a kończą pytaniem, czy te liczby naprawdę opisują to, co chcemy zmierzyć. Najbardziej trafiło do mnie rozróżnienie między zielenią na mapie a tą w codziennym życiu. Bo park pięć minut od domu to jednak coś zupełnie innego niż las, który świetnie wygląda w statystykach. Wrocław jest tu ciekawym przykładem, można mieć mniej parków, a jednocześnie żyć wśród drzew, cienia i cichych, zielonych ulic. Tego brakuje mi w rankingach jakości życia: mierzenia tego, czego nie da się łatwo wpisać w tabelę. Najbardziej zielone miejsce to nie to, do którego idziemy na spacer, tylko to, w którym nie musimy tej zieleni szukać. :-)
Jest kilka miast sporo większych od Gorzowa, 123 tys.najmniejsze wojewódzkie. Zaczynając od największego: Gdynia 240 tys., Częstochowa, Radom, Bielsko Biała, Rybnik. Stoliczność w tym przypadku nie ma znaczenia.
Porzuciłbym tą miarę minutową, gdyż daje ona nieproporcjonalnie dużą wagę miastom z parkami małymi - zazwyczaj też mniejszej jakości i o mniejszym znaczeniu kulturalnym. Podstawy geometrii - najprościej ilustrując: pole wokół punktu jest niemal równie duże co o tym samym promieniu wokół małego koła. Zieleniość miasta jest b. względana i zależy zarówno od ilości, dostępu, walorów przyrodniczo kulturalnych terenów zielonych w i pod, jak i stopnia przytłoczenia betonozą.
Jakim cudem mogły wyjść tak fatalne wyniki w ostatniej tabeli dla jednego z najbardziej zielonych miast w Polsce, czyli Bydgoszczy? Jedenastokrotna różnica w "30% pokryciu" między Bydgoszczą a Łodzią? Jedyne racjonalne wytłumaczenie, to błąd w obliczeniach.
Też zawsze miałem dysonans poznawczy w zakresie miejskiej zieleni — “oficjalne dane” ni jak nie korelowaly z tym co widziałem na własne oczy. A już zestawienie z innymi dużymi europejskimi miastami było dla owych najczęściej druzgocące z perspektywy mnie, turysty — stałego mieszkańca Warszawy i przez chwilę Wroclawia.
Bardzo lubię teksty, które zaczynają się od liczb, a kończą pytaniem, czy te liczby naprawdę opisują to, co chcemy zmierzyć. Najbardziej trafiło do mnie rozróżnienie między zielenią na mapie a tą w codziennym życiu. Bo park pięć minut od domu to jednak coś zupełnie innego niż las, który świetnie wygląda w statystykach. Wrocław jest tu ciekawym przykładem, można mieć mniej parków, a jednocześnie żyć wśród drzew, cienia i cichych, zielonych ulic. Tego brakuje mi w rankingach jakości życia: mierzenia tego, czego nie da się łatwo wpisać w tabelę. Najbardziej zielone miejsce to nie to, do którego idziemy na spacer, tylko to, w którym nie musimy tej zieleni szukać. :-)
Ciekawe, dzięki.
Jest kilka miast sporo większych od Gorzowa, 123 tys.najmniejsze wojewódzkie. Zaczynając od największego: Gdynia 240 tys., Częstochowa, Radom, Bielsko Biała, Rybnik. Stoliczność w tym przypadku nie ma znaczenia.
Parki parkami, ale co z tego, skoro bywają umieszczone pomiędzy ruchliwymi autostradami w środku miasta.
Fascynujące dane!
szanuuuuję za ogrom roboty! Pozdrawiam z Olsztyna